Również wykorzystywanie cudzej krwi w leczeniu chorób ma długą historię. Pliniusz pisał, że, aby uleczyć się z epilepsji, wypijano krew gladiatorów. Wiara w to, że chorobę tę można leczyć krwią utoczoną z ludzi, którzy zginęli gwałtowną śmiercią, przerwała aż do XIX wieku. Kąpiele we krwi (najczęściej pochodzącej od małych dzieci)uchodziły za lekarstwo na trąd. Bardzo długo też utrzymywała się wiara w lecznicze właściwości okaleczonych członków ciał świętych i męczenników. Samookaleczenie, podobnie jak głodówka i różnego rodzaju wyrzeczenia, w wielu kulturach uznawane są za podstawowe metody nabywania mocy uzdrowicielskiej. Szamani przechodzą inicjację, w ramach której poddają się takim procedurom, jak torturowanie i okaleczanie, chodzenie po rozżarzonych węglach, przekłuwanie prętami skóry torsu i tym podobne. Wierzy się też, że droga do mądrości i oświecenia wiedzie przez wizje własnej śmierci, ćwiartowania i ponownego scalenia ciała. W niektórych kulturach praktyki uzdrawiające obejmują samookaleczenie uzdrowiciela, na przykład członkowie marokańskiego bractwa Hamadsza nacinają sobie głowy, aby uspokoić duchy rzekomo odpowiedzialne za chorobę. W Europie w wiekach średnich całe grupy księży biczowały się do krwi w świętym rytuale, który - jak wierzono - chronić miał ludzi przed zarazą.